E-Dziennik
Piotr Zięba, Szukając przyrodniczych cudów świata…

a1_1e60bad19c059fea5aeb384bb1ee3fe9.jpg

Tekst, fot.: Piotr Zięba - nauczyciel geografii w ZSP im. A. Kenara w Zakopanem

Argentyna to ogromny kraj, którego nazwa pochodzi od srebra, bogactwa, którego na próżno szukać w tym kraju. Ale jeśli ktoś chce zobaczyć kraj wielkich kontrastów, to warto tam pojechać. To właściwie jest normalne, gdy trzeba się przemieścić z półkuli wschodniej na zachodnią i z półkuli północnej na południową. W zimie Warszawa żegna podróżujących obfitymi opadami śniegu, a Buenos Aires wita żarem płynącym z bezchmurnego nieba. W Polsce Słońce chowa się za gęstymi chmurami, ale zawsze góruje po stronie południowej, a w Argentynie trzeba się przyzwyczaić do jego widoku po stronie północnej.
By dotrzeć do Ameryki Południowej, trzeba polecieć samolotem. Podobno to bezpieczna podróż, ale jest takie uczucie bezradności z powodu ewentualnego nieprzewidzianego zdarzenia. Zdarza się, że do samolotu wsiadają zapłakane osoby i nawet skrajnie uśmiechnięte twarze stewardów i stewardess nie pomagają. W samolocie wszyscy bezwarunkowo muszą sobie zaufać...
W przewodnikach można przeczytać, że mieszkańcy Argentyny zawsze wykształcą w podróżniku przekonanie o tym, że jest mile widziany i chętnie go ugoszczą. Ich obiad często nie wygląda tak jak w Polsce, bo wydaje się, że traktują go, jako najważniejszą część dnia, biesiadując długo przy stole i zjadając ogromne ilości mięsa w postaci parilli (odpowiednik grilla w Polsce).

a2_1e60bad19c059fea5aeb384bb1ee3fe9.jpg

Warto ustalić przed wyjazdem plan wycieczki, bo z pewnością nie wystarczy czasu na zobaczenie wszystkich ciekawych miejsc. Odległości między nimi są znacznie większe, podobnie jak stolica - Buenos Aires.

a3_1e60bad19c059fea5aeb384bb1ee3fe9.jpg

Turyści zwiedzają zabytkową dzielnicę w stolicy Park Colon, z rządowym budynkiem Casa Rosada, Plac Plaza de Mayo, z którego widać Katedrę Metropolitana, czy operowy Teatr Colón, a potem jadą do dzielnicy La Boca, w której ściany domów pomalowane są przypadkowymi kolorami.

a4_1e60bad19c059fea5aeb384bb1ee3fe9.jpg

Ta różnorodność, w swojej brzydocie jest nawet interesująca, tym bardziej, że w pobliżu znajdują się liczne kawiarnie, w których toczy się życie towarzyskie. Można także oglądać roztańczone pary w rytmie tanga, a czasami nawet samemu zatańczyć. Każda kawiarnia zabiega o to, by mieć co najmniej kilka par tanecznych. Goście zostają wtedy na dłużej i zamawiają więcej…

a5_1e60bad19c059fea5aeb384bb1ee3fe9.jpg

Buenos Aires to miasto kontrastów. Można znaleźć rozsypujące się drewniane domy i betonowe wieżowce, zwłaszcza w dzielnicy Puerto Madero. Już w latach 30-stych XX wieku wybudowano tu drapacz chmur Edificio Kavanagh. 
W pobliżu stolicy można podziwiać najbardziej znaną w Argentynie katedrę w Luján. Jest tylko 25 cm niższa od polskiej Bazyliki Jasnogórskiej, ale w Ameryce Łacińskiej jest najwyższa. Jest ona odwiedzana przez miliony argentyńskich pielgrzymów. W gotyckiej bazylice czci się Matkę Bożą Virgen de Luján.

a6_1e60bad19c059fea5aeb384bb1ee3fe9.jpg

W Argentynie warto jeszcze odwiedzić znajdującą się na północy kraju - Bazylikę w Itatí. Niektórzy twierdzą, że jej kopuła ustępuje wspaniałością tylko tej z Bazyliki św. Piotra w Rzymie.

a7_1e60bad19c059fea5aeb384bb1ee3fe9.jpg

W głębi tego ogromnego kraju krajobraz pustynnieje, roślinność ubożeje, a klimat jest coraz bardziej suchy. Można tu podziwiać Dolinę Księżycową, którą Indianie nazwali Ischigualasto. W ich języku oznacza to: „miejsce bez życia”.

a8_1e60bad19c059fea5aeb384bb1ee3fe9.jpg

a9_1e60bad19c059fea5aeb384bb1ee3fe9.jpg

Jest to główna atrakcja andyjskiej prowincji San Juan, którą pokonuje się samochodem. Trasę stanowi 40 km krętej, kamienistej drogi, a na niej jest 5 przystanków, gdzie będzie można się zatrzymać, posłuchać przewodnika i zrobić zdjęcia oryginalnym formom skalnym erodowanym przez piasek, czy sucholubnej roślinności.

a10_1e60bad19c059fea5aeb384bb1ee3fe9.jpg

a11_6b26330cb96bf8264e0b0d0e2380a8bd.jpg

Argentyńczycy chwalą się, że jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie prawie wszystkie warstwy osadowe z triasu występują w niezaburzonej postaci. Dzięki temu można łatwiej prowadzić badania związane z wyginięciem dinozaurów i rozwojem ssaków starożytnych. Jest to kompletny zapis ewolucji kręgowców z okresu triasu.

a12_6b26330cb96bf8264e0b0d0e2380a8bd.jpg

Przemieszczając się z terenów pustynnych w kierunku obfitujących w wodę Wodospadów Iguazú, można się przekonać, że nie wszyscy ludzie w tym kraju żyją w dostatku.
Domki są marniutkie, gleby wysuszone, samochody stare, drogi bywają bardzo zaniedbane. Rodziny żyją w bardzo skromnych warunkach i żywią się tym, co uda im się uzyskać z uprawy roli. Na słabej jakości glebach uprawiają maniok, trzcinę cukrową, sapajo i herbatę.

a13_6b26330cb96bf8264e0b0d0e2380a8bd.jpg

Mimo wszystko, ludzie w Argentynie są bardzo przyjaźni. Już podczas pierwszego spotkania zdradzają mnóstwo szczegółów i informacji, które Europejczyk zdecydowałby się przekazać dopiero po dłuższej znajomości.
Północna część Argentyny to obszar misji. Pod koniec XVI i na początku XVII wieku we wschodniej części Argentyny pojawili się tu jezuici. W XVII wieku, pod zwierzchnictwem Hiszpanii, nawiązywali kontakt i pomagali się organizować tysiącom Indian, tzw. Guaraní. Ta struktura funkcjonowała bardzo dobrze i na demokratycznych prawach. W efekcie powstały w różnych obszarach prowincji Misiones okazałe obiekty, po których dziś można podziwiać jedynie ruiny, np. najlepiej zachowane w San Ignacio Miní.

a14_6b26330cb96bf8264e0b0d0e2380a8bd.jpg

Indianie i zakonnicy wspólnie uprawiali kukurydzę i maniok. Zajmowali się wytopem żelaza i wydobyciem kamieni szlachetnych. Zakładali wsie i miasta. Jezuici w ten sposób przemienili tę dziką ludność, przemierzającą wiecznie zieloną dżunglę w poszukiwaniu pożywienia, w kolonie robotnicze, czy nawet przemysłowe.
Jezuitom udało się całkowicie zlikwidować analfabetyzm, wprowadzić system opieki społecznej. Przy tym uszanowali miejscowe tradycje i język guarani.
W lasach tropikalnych zorganizowali wysokowydajne rolnictwo, zaspokajające lepiej niż w dzisiejszych czasach potrzeby mieszkańców. Rozwinęło się przetwórstwo drewna i wytwarzano z niego: meble, łodzie, instrumenty muzyczne, które zdobyły uznanie na całym kontynencie. Na rzece Parana wodowano statki większe, niż te, do których budowania były zdolne ówczesne stocznie brytyjskie.
Dzięki sprzyjającej polityce kulturalnej, Indianie Guarani rozwijali umiejętności grania na instrumentach, komponowania, śpiewu. Rozwinęły się takie dziedziny jak tkactwo, snycerstwo, garncarstwo, ludwisarstwo, przemysł cukrowniczy, cegielnie, piekarnie, szwalnie, a nawet warsztaty zegarmistrzowskie, jubilerskie i drukarnie, w których wydawano książki w języku guarani.
Wszystko działo się więc dzięki zakonnikom, którzy pokazywali Indianom, jak to uczynić.
Zbieraczy i myśliwych, żyjących z darów lasu, udało się w bardzo krótkim czasie przemienić w rolników, hodowców bydła, rzemieślników, artystów, śpiewaków, muzyków, a nawet literatów.

a15_6b26330cb96bf8264e0b0d0e2380a8bd.jpg

W obawie przed dalszym umacnianiem się pozycji jezuitów, którzy mieli pod opieką 150 tysięcy Indian, w 1767 roku aresztowano ich we wszystkich 30 misjach. Król hiszpański Karol III nakazał wydalić jezuitów z Ameryki. Guarani nie mieli szans na obronę swych dotychczasowych miejsc zamieszkania. Nie nauczyli się od Europejczyków sztuki wojskowej, sztuki rządzenia i dostali się do niewoli lub rozbiegli po okolicznych lasach, powracając tym samym do swych pierwotnych zajęć. Misje zostały zajęte przez inne zakony, administrację hiszpańską, splądrowane lub zniszczone. Oprócz tych najlepiej zachowanych misji w San Ignacio Miní, są także w Loreto, Santa Ana i Mártires, dziś często porośnięte bujną roślinnością.
Do ostatecznej ruiny San Igancio Miní przyczyniły się także wojska portugalskie, które w 1817 roku zniszczyły budynki misyjne. To właśnie o historii tych misji opowiada film Rolanda Joffe “Misja”, gdzie główne role grali Robert de Niro i Jeremy Irons. Jest to doskonały film z doskonałymi zdjęciami, na tle wodospadów Iguazú, o których jeszcze więcej napiszę w dalszej części tej prezentacji i w tle jest wspaniała muzyka Ennio Morricone. Warto sobie go odświeżyć.
Obecni Indianie z plemienia Guarani są niskiego wzrostu. Kobiety często nie osiągają nawet 150 cm wzrostu, a mężczyźni 160 cm. Mają jednak dobrze umięśnione ciało, usta i wargi szerokie i bystry wzrok. Nie czują skrępowania przed obcą osobą, ale często potrafią spojrzeć prosto w oczy.

a16_6b26330cb96bf8264e0b0d0e2380a8bd.jpg

a17_6b26330cb96bf8264e0b0d0e2380a8bd.jpg

Chętnie przyjmują drobne upominki, ale przyzwyczaili się do takie sytuacji, bo ciągle mieszkają przy drodze. Sami chyba nie bardzo są zainteresowani zmianą statusu społecznego, bo z ich punktu widzenia nic im nie brakuje.
Indianie na ogół żywią się tym, co uda im się upolować lub zebrać z roli. Wciąż karczują i spalają chwasty i spróchniałe drzewo, by uzyskać naturalny popiół użyźniający ziemię. Często uprawiają maniok i bataty, zarabiają na jedzenie, sprzedając wykonane przez siebie, pamiątki.
I czas na największą atrakcję Argentyny, a może nawet całej Ziemi. To co wybrano na jeden z siedmiu przyrodniczych cudów świata jest jak z bajki - Wodospad Iguazú. W języku tubylców Iguazú znaczy “Wielka Woda”.
To cudowne miejsce znajduje się na pograniczu Argentyny i Brazylii, ale do Paragwaju też jest niedaleko.

a18_6b26330cb96bf8264e0b0d0e2380a8bd.jpg

a19_6b26330cb96bf8264e0b0d0e2380a8bd.jpg

Wodospad Iguazú składa się aż z 270 kaskad, a dzięki ogromnej rzece Iguaçu, która go zasila, jest szeroki na 2,5 tysiąca metrów. Po wejściu do parku, można się udać kolejką do Puerto Canoas, a dalej przejść metalowymi kładkami do Garganta del Diablo, czyli Diabelskiej Gardzieli, gdzie ogromne masy wody spadają 70 metrów z potężnej bazaltowej półki. Co ciekawe, wodospad ten jest wyższy od Niagary. Najlepiej przyjechać tu w okresie wakacyjnym, czyli dla Polaków zimowym, bo wtedy jest dużo wody i efekt wizualny jest potęgowany przez dźwiękowy.
20 tysięcy lat temu doszło do powstania uskoku tektonicznego w ujściu rzeki Iguaçu do większej Parany. Od tego czasu próg cofa się na skutek erozji wstecznej o 1 do 2 metrów w ciągu roku. Dziś strefa progów skalnych przesunęła się na skutek tej erozji o 23 km w górę rzeki.
Kiedy dojdzie się do Diabelskiej Gardzieli to nie wiadomo, w którą stronę patrzyć, czy na potęgę wodospadu, czy w przeciwnym kierunku, gdzie można dostrzec jeszcze setki mniejszych wodospadów, spływających z dwóch pięter. Większość progów skalnych posiada swoje nazwy; tak, jak np. Floriano i Benjamin, Constant, Mitre, Belgrano, Rivadavia, Tres Mosqueteros, Dos Mosqueteros, San Martin, Adán y Eva, Bozzetti, Ramirez, Chico, Dos Hermanas, Lanusse, Alvar Nuñez, Unión i Escondido.

a20_6b26330cb96bf8264e0b0d0e2380a8bd.jpg

a21_8b6528bb97b4aa469d028c3b8e1a0f9b.jpg

Pierwszym Europejczykiem, który dotarł do wodospadów Iguazú, był Alvar Nunez Cabeza de Vaca w 1541 roku. Prawdopodobnie wodospady nie wywarły na nim większego wrażenia, a raczej stanowiły problem, ponieważ trzeba było przenieść lądem łodzie, którymi płynął po rzece. Alvaro Nunez Cabeza de Vaca nazwał wodospady Salto de Santa Maria - Wodospady Najświętszej Marii Panny. Do dzisiaj jeden z nich nosi nazwę Santa Maria.
W ciągu jednej sekundy przelewa się przez wodospad tyle wody, ile wystarczyłoby do napełnienia sześciu olimpijskich basenów. Obecnie Iguazú ma drugi co do ilości, średni roczny przepływ po Niagarze. Wynosi on 1 746 m3/s. Największa wartość przepływu wyniosła 32 000 m3/s w 1983 r.  Średni roczny przepływ Niagary, to 2 400 m3/s, a maksymalny przepływ wynosił 8 300 m3/s.

a22_8b6528bb97b4aa469d028c3b8e1a0f9b.jpg

Szczególnie piękne w Wodospadach Iguazú jest to, że można dojść do takiego miejsca, skąd patrzy się na nie w trzech różnych kierunkach i wszędzie widać spływającą wodę. Wodospad tworzy wspaniałe widowisko. Można widzieć kaskady, które spadają w przepaść pojedynczą strugą, a inne rozbijają się po drodze o występy skalne, pieniąc wodę i tworząc ogromne chmury małych kropelek wody.
Powstanie wodospadów Iguazú związane jest z legendą, która powstała wśród miejscowych Indian. Guarani wierzą, że kaskady wody są zamienionymi włosami Indianki Naipi, która zgodnie z corocznym ceremoniałem miała być złożona w ofierze bogu wężowi zamieszkującemu rzekę Iguaçu. W Indiance zakochał się jednak jeden z wodzów odległego plemienia i ją porwał. Rozgniewany wąż zamienił wodza i Naipi w drzewa, a jej włosy w strumienie wody, sam zaś skręcając się w podziemiach ze wściekłości, doprowadził do potrzaskania skał i utworzenia katarakt w dzisiejszej postaci.

a23_8b6528bb97b4aa469d028c3b8e1a0f9b.jpg

Ludzie się spierają, z której strony warto oglądać wodospady: czy z brazylijskiej, czy z argentyńskiej. Chyba nie ma odpowiedzi na to pytanie. Najlepiej zobaczyć wodospady z dwóch stron. Każda strona jest równie piękna. Można jedynie dyskutować, o których porach warto przyjechać do tych miejsc.
Po stronie brazylijskiej wodospady widać z dużej perspektywy. Szlak prowadzi ciągle w stronę największego wodospadu: Garganta del Diablo.

a24_8b6528bb97b4aa469d028c3b8e1a0f9b.jpg

Zanim jednak dojedzie się do tego szlaku, trzeba pokonać kilka kilometrów autobusem. Po stronie brazylijskiej dojazd jest znacznie dłuższy, ale jest w cenie biletu. Można wysiąść w kilku miejscach, w zależności od tego, co się chce zwiedzać.
Idąc w kierunku największego wodospadu, można całość oglądać coraz bliżej i każdy, bez względu na parametry aparatu może dobrać miejsce, gdzie najlepiej będzie sfotografować wszystko.
Idąc szlakiem, dociera się do ostatniego punktu widokowego ponad powierzchnią rzeki przed spadkiem z wodospadu. Z tego miejsca widać już cel wędrówki - pomost zbudowany nad samym skrajem wodospadu. W tym miejscu można się poczuć jak w bajce. Z wszystkich stron huczą wodospady. Większa szerokość wodospadu jest chyba jeszcze tylko w Afryce na rzece Zambezi, na pograniczu Zambii i Zimbabwe. Jest tam Wodospad Wiktorii, najszerszy wodospad świata, ale tam woda spływa wzdłuż prostego progu, a w Parku Iguazú człowiek staje w centrum “wielkiego białego szaleństwa”.
Będąc po stronie brazylijskiej nie sposób pominąć atrakcji, która z punktu widzenia geograficznego ma wielkie znaczenie dla gospodarki człowieka. W niewielkiej odległości znajduje się druga co do wielkości elektrownia wodna na świecie - Itaipú. Nazwa Itaipú oznacza w języku Guarani “śpiewająca skała”.

a25_8b6528bb97b4aa469d028c3b8e1a0f9b.jpg

Dziś elektrownia ma 20 turbin o łącznej mocy 14 GW. Moc każdej turbiny sięga 700 MW czyli tyle co moc największej w Polsce elektrowni szczytowo-pompowej w Żarnowcu. Warto wspomnieć, że chyba najbardziej znana elektrownia Solina w południowo-wschodniej części Polski ma jedynie 200 MW mocy i pracuje tylko 2-3 godziny w ciągu doby.
Dziś faktycznie wszyscy żyją w “globalnej wiosce” i jeśli tylko ktoś jest zdeterminowany do tego, żeby pojechać do Argentyny, to ma szansę to osiągnąć za całkiem rozsądne pieniądze.